Reklama
  • Wtorek, 26 stycznia (14:00)

    Okres przekwitania. Po co nam estrogeny roślinne?

Mogą wkroczyć do gry, kiedy organizm kobiety zaczyna zmniejszać produkcję hormonów płciowych.

Kiedy wchodzimy w wiek, w którym kończy się kobieca zdolność reprodukcyjna – czyli przestają pracować jajniki – w organizmie znacznie obniża się poziom estrogenów. A te kobiece hormony to prawdziwi sprzymierzeńcy naszego zdrowia: wpływają na zdrowy wygląd skóry, chronią narządy rodne, wzmagają komórkową odporność organizmu, chroniąc go przed infekcjami (np. dróg oddechowych).

Pozytywnie wpływają na układ krążenia, a kiedy są na odpowiednio wysokim poziomie, zabezpieczają przed zmianami degeneracyjnymi, takimi jak osteoporoza czy wysychanie śluzówek. Estrogen dodaje też energii, zwiększa wydolność organizmu, poprawia koncentrację i samopoczucie.

Reklama

Nic więc dziwnego, że kiedy poziom produkowanego przez organizm estrogenu obniża się, zaczynamy się gorzej czuć, częściej chorujemy. Rośnie wtedy ryzyko chorób serca i układu krążenia, depresji i osteoporozy. Podwyższa się poziom cholesterolu.

W dodatku wchodzące w menopauzę kobiety mają uciążliwe tzw. objawy wypadowe, związane z obniżającym się poziomem hormonów płciowych: dokucza im obniżony nastrój, zaburzenia snu, męczące uderzenia gorąca, zaburzenia rytmu serca.

Skarżą się też na zmęczenie, zawroty głowy i ogólny spadek energii i chęci do życia.

Nie wszystkie panie w okresie przekwitania cierpią tak samo

Z obserwacji wynika, że np. Azjatki prawie wcale nie mają dolegliwości związanych z menopauzą! Badania wykazały, że ma to nie tyle związek z rasą, co z dietą: w Azji często spożywana jest soja – a to bardzo bogate źródło genisteiny, związku, który ma najsilniejsze właściwości estrogenne. Nie jest ona niszczona podczas procesu przetwarzania, czyli np. gotowania czy przygotowywania z soi tofu czy zupy miso.

Azjatki są także najrzadziej chorującymi na raka piersi kobietami na ziemi. Kilkaset razy rzadziej niż Polki cierpią na miażdżycę i prawie wcale nie chorują na osteoporozę. Fitoestrogeny hamują także rozwój naczyń i komórek rakowych. Japonki spożywają codziennie średnio 55 g soi, Europejki zaś tylko 5 g.

Fitoestrogeny sojowe służą też urodzie

Poprawiają koloryt i nawilżenie skóry, jej elastyczność i jędrność. Stymulują bowiem produkcję kwasu hialuronowego, zatrzymującego wodę i utrzymującego wilgotność w skórze. Dzięki właściwościom przeciwutleniającym zapobiegają utlenianiu i uszkodzeniu błon komórkowych, co opóźnia procesy starzenia się.

Hamują ubytek włókien kolagenowych skóry. Dzięki ich działaniu jest ona lepiej ukrwiona i odżywiona. To ważne, bo ubytek naturalnego estrogenu najszybciej odbija się właśnie na urodzie. Warto pamiętać, że papierosy i alkohol osłabiają działanie roślinnych hormonów.

Ilość estrogenów w organizmie zaczyna się zmniejszać ok. 35. r. życia

Po czterdziestce deficyt jest już spory. Można go delikatnie niwelować fitoestrogenami. Są one zalecane kobietom, które nie mogą stosować hormonalnej terapii zastępczej. Kuracje fioestrogenami sojowymi są jednak niewskazane dla kobiet, które chorują lub chorowały na raka piersi czy trzonu macicy.

Nie powinny ich stosować panie, które są nosicielkami zmutowanych genów BRCA – ich obecność zwiększa ryzyko raka piersi. Dla nich lepsze są preparaty z pluskwicy groniastej, bo mają nieco inne działanie niż sojowe.

Źródła fitoestrogenów

Substancje te można podzielić na trzy grupy.

Izoflawony. Dostarczają ich: ziarna soi, soczewica, fasola szparagowa, bób, fasola lima, groch włoski, pszenica, kiełki pszenicy, jęczmień, żyto, ryż, otręby, owies, chmiel.

Lignany. Są w wiśniach, gruszkach, jabłkach, owocach pestkowych, siemieniu i oleju lnianym, nasionach słonecznika, marchwi, koprze włoskim, cebuli, czosnku, olejach roślinnych (w tym oliwie z oliwek), piwie, czerwonym winie.

Kumestany. Znajdziemy je w kiełkach soi, nasionach słonecznika i sezamu, kiełkach fasoli, a także w kwiatach czerwonej koniczyny.

Warzywa strączkowe dostarczają fitoestrogenów i błonnika, który ułatwia przyswajanie tych substancji.

Izoflawony w produktach sojowych

Ich zawartość jest różna. Niektóre pokarmy są produkowane z przetworzonego ziarna sojowego lub tylko z dodatkiem sojowego białka. I tak np. w budyniach sojowych, tofu, makaronach i sosach sojowych izoflawonów jest niewiele. A produkowana z soi lecytyna czy olej sojowy nie zawierają ich wcale.

Dr Ewa Surynt, ginekolog

Dobry Tydzień

Zobacz również

  • Na zaburzenia kontynencji, czyli nietrzymanie moczu, w Polsce cierpią ponad trzy miliony osób. Przypadłość ta, wbrew obiegowej opinii, dotyczy nie tylko ludzi starszych. NTM dolega co czwartej... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.